14 Gru

oddawanie

Rodzimy się po to, aby umrzeć. Żyjemy po to, aby wszystko oddać. Bez wyjątku.

Rodzimy się goli. Tabula rasa. Uczymy się, nabywamy nowe umiejętności, zdobywamy nowe przestrzenie. Wzmacniamy tym samym naszą pewność co do naszego istnienia. Przecież nie można się uczyć, myśleć, działać, tworzyć społeczeństw, gromadzić majątków, prowadzić wojen nie istniejąc.

I tak dzień po dniu. Krok za krokiem przyzwyczajamy się do naszej władzy, szlifujemy nasze zdolności. Cenimy samych siebie tak bardzo, że własny gatunek nauczyliśmy się postrzegać za najwyższy punkt w hierarchii istot żywych.
Planujemy własne życie tak, aby wszystko to, co do tej pory zdobyliśmy, posłużyło nam do tego, aby zdobyć wszystko to, czego jeszcze nie posiadamy.

Cel, jaki w życiu wybieramy, jest jednym z wielu, jakie możemy wybrać, jest realną wypadkową naszych marzeń i pragnień. Łudzimy się, że nasza droga jest istotna i ważna. Że kolejne etapy zdobywania to stopnie do dobrego życia. A skoro idziemy w słusznym kierunku, to nasze istnienie też musi być słuszne i wyjątkowe.

Mamy różne cele w życiu, różnie przeżywamy szczęście. Łączy nas jedno-przez całe życie uczymy się gromadzić. Wszystko i zarazem cokolwiek. Pieniądze na koncie, żywność w spiżarce, myśli w nauce, słowa w książkach, nuty na płycie, chwile w pamiętniku, piękne widoki na zdjęciach w albumie, dobre uczynki na niebiańskiej polisie, znajomych na fejsie, stopnie w dzienniku, sukcesy w pracy. Każdy cel jakikolwiek by nie był, ma wspólny, jeden punkt-zawsze polega na gromadzeniu. A to zawsze ma prowadzić do ostatecznego nasycenia np.: majątkiem, sukcesami, lajkami, dobrymi chwilami. Choć nigdy nie da się tak nasycić, aby nie pragnąć więcej, to ludzie zawsze będą żyć nadzieją, że taki kres pragnienia kiedyś nastanie. Nie chodzi tu tyle o sam akt nadejścia kresu, ale o jego skutek i sens. O akt nasycenia na wieczność.

nauka-oddawania

Tymczasem żyjemy po to, aby wszystko oddać. Bez wyjątku. Pieniądze, majątek, znajomości, wiedzę, słodkie chwile, dobre uczynki. W ciągu całego swojego życia istnieje wiele chwil, w których zostajemy ogołoceni albo z części, albo ze wszystkich swoich zdobyczy, tych ideowych, materialnych i wirtualnych. Możemy tracić to, co dla nas najważniejsze albo to na czym nam nie do końca zależy. Poddajemy się aktowi oddawania nie tylko ilościowo, ale i jakościowo. Proces ten jest na tyle zauważalny w naszym życiu, że prawie zawsze wykształci on pewną przestrzeń wewnętrzną, którą można nazwać świadomością oddawania. Nie chodzi tylko o fizyczne, materialne oddawanie, utratę, lecz o przeświadczenie, że cokolwiek byśmy nie tracili, to zawsze pozbywamy się cząstki samego siebie.
Czytaj więcej

29 Lis

Człowiek i śmierć

Poniższe słowa są próbą komentarza do tekstu zamieszczonego na stronie Centrum Praktyki Stoickiej. Zainspirowany tematem na linii człowiek- śmierć postanowiłem dorzucić swoje dwa grosze.

Jest sporo racji w tym, że większość impulsów życia zewnętrznego, codziennego wynika z nieuświadomionej potrzeby okiełznania lęku przed śmiercią.
Wydawać by się mogło, iż mentalna podróż w otchłań tajemnicy natury jest w stanie opanować ten lęk. Jest nadzieją na skuteczną receptę. Pytanie nasuwa się samo- co to za oswojenie i na czyich warunkach by było?

Racjonalizacja życia, pewne uporządkowanie, doszukiwanie się struktury w życiu ograniczonym śmiercią niestety nie może przynieść pożądanych efektów, ponieważ największy, zmienny element naszego życia zawsze wymyka się z mentalnych szufladek. Racjonalizacja śmierci mogłaby ukazać konieczne warunki jej zaistnienia, co dałoby możliwość jej przewidzenia, a w konsekwencji stworzyć szansę do jej uniknięcia. Ten tok myślowy niestety nie może mieć pozytywnego zakończenia, ponieważ naoczna warstwa jej istnienia zawsze jest nieprzewidywalna, nieuchwytna, a tym samym niechciana.

Warunki do omawianej racjonalizacji ustanawia człowiek. On i tylko on. Zapominając, iż zasady racjonalnego myślenia są jedną z wielu odpowiedzi człowieka na próbę ukrycia lęku przed unicestwieniem, namolnie próbujemy wyznaczyć sens własnego, ograniczonego w czasie i przestrzeni istnienia. To tak, jakbyśmy próbowali zakryć dziurę w ziemi pozbawioną dna. Zadanie iście karkołomne, podobnie jak upatrywanie pragmatycznej skuteczności i estetycznego ładu w procesie cerowania skarpetek.

Możemy dążyć do budowania spójnej struktury, egzekwowania jasno wytyczonych celów, aby żyć szczęśliwie i w pełnej harmonii. Możemy.

Człowiek stworzył taki obraz świata, iż jedynie śmierć wymyka się spod jego kontroli i wybitnie nie pasuje do układanki. Żywioły natury trzymamy w ryzach, wiemy co Bóg myśli i czego chce, kosmos stoi otworem. Jednym słowem przyszłość jest nasza. Z małym wyjątkiem.

Człowiek i śmierć-gdyby przyrównać do równania to jego postać charakteryzowałaby się co najmniej jedną niewiadomą i rozwiązaniem z góry określonym. Każda ze stron zna swoje miejsce. Człowiek zawsze rodzi się, by umrzeć, a śmierć przywdziewa widzialne szaty, aby upewnić człowieka, że i tym razem inaczej nie będzie.

Paradoksalne jest to, iż człowiek cały swój wysiłek w życiu poświęca na budowanie obrazu świata ze swoich mniemań, lepszych lub gorszych, ale boi nawet we śnie spytać śmierci „ktoś ty?”, aby w spokoju ducha móc dożyć swoich ostatnich chwil.

Źródłowy tekst będący inspiracją do napisania powyższego komentarza znajdziecie Państwo tutaj.

27 Lis

ŚCIEŻKA – recenzja

Jak być sobą i dotrzeć do siebie? Jak być człowiekiem we współczesnym świecie? Czy można być sobą, wychodząc jednocześnie poza siebie? Czy można być człowiekiem poprzez kształtowanie zewnętrznego świata?

Te nie nowe, ale istotne pytania są poruszane w książce Ścieżka. Napisali ją Profesor Michael Puett oraz Christine Gross-Loh.

Książka prezentuje idee dalekowschodnie, które mocno oddziaływały na tamtejszą strefę kultury i tradycji w czasie gry w Europie kwitła filozofia grecka. Myśli stare, zapomniane nie muszą być modne, aby miały w sobie siłę oddziaływania. Dlatego wg autorów warto odświeżyć karty twórczej myśli dalekowschodniej.

Inny punkt widzenia przejawia się na przestrzeni całej książki. Świadomość zachodnia charakteryzuje się naciskiem na podmiot, na wewnętrzne zasoby i procesy wyzwalające twórczą przestrzeń człowieka. Myśl dalekowschodnia jest pod tym względem inna. Nie próbuje dotrzeć bezpośrednio do prawdziwego ja, ale wykorzystując fakt, że każdy człowiek buduje swój obraz i obraz świata, a następnie zawsze z niego korzysta, próbuje poprzez budowanie nowych przestrzeni wpłynąć na te stare. Rytuał, myśl, wyobraźnia, remont świata wokół nas-to narzędzia filozofii wschodniej do zdobycia fortecy, jaką jest człowiek.
sciezka
Żyjemy w świecie rozbitym, chaotycznym i pokawałkowanym i to od nas zależy czy stworzymy harmonię. Zamiast burzyć i budować od nowa, możemy utworzyć równoległy i równoważny obraz samego siebie albo świata i tym samym wpłynąć na element, który sami chcieliśmy zmienić. Czytaj więcej

10 Lis

O SZCZĘŚCIU podróż filozoficzna – recenzja

Tym razem mam przyjemność nakreślić parę słów o nowości wydawniczej ze stajni Amber. Autorem książki O SZCZĘŚCIU podróż filozoficzna jest FRÉDÉRIC LENOIR.

Z nieukrywanym sceptycyzmem zabrałem się za tą pozycję. Ten specyficzny stan ducha określany mianem szczęścia jest zawsze opisywany wyjątkowo nieostrymi zwrotami. Dodatkowo obciążone kulturowo i historycznie szczęście przewrotnie często bywało źródłem niepowodzeń i frustracji. Marzenie wielu ludzi, powód do dumy oraz wielu wyrzeczeń. Cel ostateczny życiowych podróży niejednego człowieka. Ważna, pożądana, niedościgniona część ludzkiego istnienia. W takim klimacie trudno o dobry start w kierunku ostrej i wyraźnej definicji akceptowanej z różnych perspektyw.

Zwięzła, zwarta, niemalże kompaktowa praca intelektualna prowadzi poprzez myśl grecką, idee nowożytne, filozofię wschodnią. Autor stawia ważne pytania i próbuje na nie odpowiedzieć. Czy warto gonić za szczęściem? I jak ono wygląda? Czy lepiej poczekać, aż samo przyjdzie, ale jak je wtedy rozpoznać? Pytania różne, ale jednakowo istotne.

o-szczesciu

Z książki wyłania się sytuacja człowieka osadzonego w dualizmie ontologicznym. Z jednej strony jest posadzony na pozycji gończego, który w swą naturę ma wpisaną pogoń za szczęściem. Z drugiej stoi na pozycji farciarza, który na drodze łaski zostaje obdarzony tym osobliwym stanem ducha. Każda z tych dwóch opcji ma wiele pomniejszych stanowisk, które w ujęciu całościowym tworzą dzieło francuskiego pisarza. Czytaj więcej

21 Sie

pustka

Pustka. Będąc świadomym swej wewnętrznej przestrzeni, można czuć pustkę. To ludzkie. Maskować jej nie warto. Gonienie za światłem, bodźcami, z których każdy jest ulotny, to strata czasu. Lepiej czas spożytkować na poznanie siebie.

Pustka. Czym jest? Nie jest brakiem, bo to określony stan świadomości, lecz świadomością braku. Braku kompasu, wyrazistego celu. Niby nie wiem dokąd iść, ale skąd wiem, że jutro nie umrę, że będę musiał gdzieś iść? Dlaczego istnienie musi być napędzane ruchem? Dlaczego mam sądzić, że wytwarzanie myśli, emocji, działań jest słuszne? Bo czy pustka to nie stan, w którym się stoi w miejscu? W którym ma się poczucie, że wewnątrz nic się nie dzieje?

 

 
Pustka to świadomość różnicy ruchu. Na zewnątrz dzieje się wszystko, a wewnątrz nic-poczucie, że brakuje nie tylko formy, ale i materii jest w pełni uzasadnione.

Stan zadowolenia to synchronizacja ruchu wewnętrznego względem zewnętrznego. To odzwierciedlenie bogactwa wewnętrznego i jego zmian wobec obfitego ruchu na zewnątrz nas związanego z egzekucją naszych myśli, słów i działań. Więc pustka to nie jest stan zadowolenia. Na pewno.

Pustka jest symbolem zmiany. To stan między tym, co stare, które jeszcze nie umarło, a tym, co nowe i jeszcze się nie pojawiło.

Może żyjąc świadomością wewnętrznej pustki, życie nie jest komfortowe. Niemniej jednak wiem, że to stan z potencjałem, ponieważ niesie nowe. Ode mnie zależy, co zasieję i jakie plony zbiorę.

13 Maj

obserwator

Ludzie często szukają dowodu na istnienie Boga. Nierzadko droga ta tworzy sens ich istnienia. Budują religie lub modele światopoglądowe, które mogą lub wręcz mają dostarczyć im poszukiwanego świadectwa. Świadectwa, które nie tylko wytyczy im jasną ścieżkę, ale również oświetli i nakreśli cel, do którego warto będzie zmierzać. Jednakże ten święty graal ma obowiązek spełniać jeden warunek-musi być zgodny z ich światopoglądem i wizją, jaką miałby spełnić taki dowód, aby mogli go uznać za bezsprzecznie pewny.

Czy własne istnienie człowieka też potrzebuje dowodu, aby je uznać za bezwarunkowo pewne? Powszechne utrwalony pogląd w świadomości człowieka jego własne istnienie zakorzenia ontologicznie niemalże bezwarunkowo. To istnienie nie podlega dyskusji. Jest i już.
Natomiast świadomość istnienia Boga jest w najlepszym przypadku okraszona niepewnością i wątpliwościami.

Tymczasem jak człowiek istnieje? Czy istnieje tak, aby nikt nie musiał tego istnienia potwierdzać?
Nasze istnienie musimy stale potwierdzać. Robimy to bezwiednie. Za pomocą zmysłu wzroku- widząc się lustrze; słuchu- słysząc głos własny lub osoby trzeciej, gdy zaprasza nas na małą kawę; dotyku- czując, jak dotykane przedmioty stawiają nam opór; węchu- czując np:zmiany chemiczne na powierzchni własnej skóry po aktywności fizycznej. Połączenie wrażeń zmysłowych daje jeszcze większą wiązkę danych niezbędnych do procesu uwierzytelniania.

 

 

To wszystko tworzy obraz nas samych. Obraz bardziej lub mniej dokładny. Niestety to tylko obraz, wynikający z akceptacji zgodności naszych przymiotów przez nas samych. To my sami jesteśmy warunkiem względnym naszego istnienia. Czytaj więcej

29 Kwi

#konsekwencja

Człowiek jako ruchomy element ruchomego świata musi być świadom ruchu. Świadom zmian wewnątrz siebie i na zewnątrz. Musi poznawać samego siebie, doświadczać własnej duszy. Nie może być przyzwyczajonym do wewnętrznych narośli plecionych zrębem czasu. Powinien umieć kierować się uczuciem i nie bać się myśleć niezależnie od innych. Musi potrafić zmieniać siebie i nie bać się, że tym samym może zmienić swoje otoczenie.

Gdy stoi bez ruchu zaczyna gnić. Od środka.

24 Kwi

#wielkość

Wielkość idei, myśli można mierzyć i określać jedynie patrząc wstecz na to, co było jej udziałem, na to, co można odnieść do czegoś innego i porównać. W aktualnym teraz jej wielkości nie da się mierzyć, nie korzystając z pamięci, kart historii, nie patrząc wstecz. Będąc sam na sam z ideą, trudno ją ocenić nie porównując jej do czegoś innego, nie próbując jej ożywić, symulując jej działanie w świecie rzeczywistym. Wielkość idei istnieje i może być jej właściwością, czy jest wtórna wobec niej? Czy jest naniesiona siłą naszego przyzwyczajenia, stylu życia, które syci się tym, co wielkie i ważne?

25 Mar

#przeznaczenie

Życie jest jak stół kreślarski. Całe życie kreślimy swoja drogę, z różnym naciskiem na podłoże. Raz mocniej wbijamy się w ziemię, raz muskamy niczym piórko. To, co za nami jest zamazane świeżym odcinkiem, zbyt krótkim, aby go odczytać. To, co przed nami nieznane. Wzór kreślimy sami, cały czas, ponieważ każdy z nas idzie własną drogą, kreśląc swoje przeznaczenie. Swoje istnienie przejawiamy na styku dłuta i podłoża, materii i ducha, więc czy można z góry założyć jaki będzie wzór? Chęć znania wzoru zanim go nakreślimy, wynika z obaw o słuszność obranej drogi i kierunku w którym podążamy. Czy słusznie, skoro własny podpis na stole życia składamy zawsze niezależnie od dnia i miejsca, nawet wtedy gdy idzie nam się źle, bo tarcie z podłożem jest zbyt duże? Nie możemy przestać pisać póki żyjemy, więc czy kształt podpisu własnego istnienia jest tak istotny? Przecież każdy będzie unikatowy i niepowtarzalny. Swoją droga każdy skręt w podpisie to nic złego, to robienie miejsca dla nowej linii prostej.